Zawsze chciałem być muzykiem, ale niespełnione ambicje rodziców… Medycynę skończyłem już kilka lat temu i w sumie można by powiedzieć, że robię karierę. Ale jakoś tak z rozpędu. Bez satysfakcji. Aż do tej pamiętnej nocy, kiedy przypadł mi najbardziej nielubiany, nocny dyżur na OIOMie. Kiedy w półmroku i bezruchu ciał, w takt mrugających kolorowych światełek nagle różne buczenia, popiskiwania i piknięcia ułożyły się w melodię…
Od tej pory brałem na ochotnika wszystkie nocne dyżury. Koledzy dyskretnie pukali się w czoło, Ale oni nigdy nie chcieli być muzykami! A ja odkryłem jak można połączyć obie profesje. Układałem łóżka promieniście głowami do siebie, stawałem w środku i zaczynaliśmy koncert. Mrugające lampki pulsowały w rytm a splot wszystkich dźwięków na bieżąco układałem w symfonię. Czasem trzeba było jakiemuś pacjentowi podać inny lek, czasem na bieżąco korygować puls czy oddech, czasem ścisnąć rurkę z tlenem albo troszkę przydusić. Albo kciukiem wcisnąć gałkę oczną…

Komentarze

comments